Karate Kyokushin

historia_karate

HISTORIA KARATE KYOKUSHIN

Za kolebkę wszystkich dalekowschodnich systemów walki uważa się starożytne Chiny, a konkretnie klasztor Shaolin leżący nieopodal Żółtej Rzeki. Według źródeł historycznych, w roku 520 p.n.e do Shaolin przybył Da-Mo, w kulturze japońskiej znany jako Bodhidharma, oświecony mnich z Indii albo Cejlonu. Zapoczątkował on Buddyzm Chan (Zen w japońszczyźnie), prąd umysłowy, który przeniknął wszystkie sztuki walki regionu azjatyckiego. Bodhidharma studiując techniki ataku zwierząt oraz siły natury, łączył je ze specjalnymi technikami oddychania i tworzył podstawy legendarnego systemu walki bez broni. Jej technik nauczał mieszkających w Shaolin mnichów. Po zburzeniu klasztoru przez wojska mandżurskie, wielu mnichów ruszyło drogami państw Azji nauczając przy tym sztuk walki.

W burzy dziejów systemy walki bez broni trafiły również na Okinawę, jedną z wysp archipelagu Ryukyu, bedącą w tamtym czasie ważnym ośrodkiem pośrednictwa handlowego pomiędzy Chinami i Japonią. Nękane trudnościami społeczno-ekonomicznymi, państwo japońskie staje się miejscem wybuchów wielu powstań chłopskich, które z czasem przenoszą się również na Okinawę. Tłumiący zamieszki generał Toyotomi Hideyoshi zarządził m.in. konfiskatę broni wśród chłopstwa tzw. katanagari (polowanie na miecze) posuniętą tak dalece, że chłopom nie wolno było posiadać nawet noży. Liczne represje spowodowały powstanie organizacji, których celem było nauczenie wieśniaków metod walki bez użycia broni.

Za ojca sztuki karate (jap. kara – pusta, te – ręka) uważa się okinawskiego mistrza Gichina Funakoshi (1868-1957), twórcę stylu Shotokan. Na obszarze całego Ryukyu dawał on pokazy “pustej ręki”, wywołując powszechny podziw nie tylko najwyższych dostojników, ale również ekspertów sztuk walki m. in. Jigoro Kano, twórcy judo. Efektem popularyzatorskiej działalności Funakoshi był raport skierowany przez wizytatora szkolnego Shintaro Ogawę do rządu japońskiego, w którym podkreślał on wychowawcze i zdrowotne zalety karate. Wkrótce nastąpiło też oficjalne wprowadzenie tej sztuki walki do programu nauczania w okinawskich szkołach.

Funakoshi dał również pokaz karate w Budokuden w Kioto w roku 1915, co sprawiło, że sztuka ta, obok judo, kendo i aikido, weszła w skład japońskiego systemu budo. W świątyni Enkaku-Ji znajduje się obelisk poświęcony pierwszemu propagatorowi sztuki “pustej ręki”, na którym obok imienia i nazwiska widnieje napis: “Karate ni sente nashi” – “Karate nigdy nie było techniką agresji”.

MASUTATSU OYAMA

masutatsu_oyama_04
 Założycielem Kyokushinkai (jap. Stowarzyszenie Poszukiwaczy Najwyższej Prawdy) był Japończyk koreańskiego pochodzenia Masutatsu Oyama (1927 – 1994).

Masutatsu Oyama urodził się 27 lipca 1923 roku. W dwa lata później rodzice wysyłają go do siostry w Mandżurii (południowe Chiny). W wieku 9 lat, jako uczeń szkoły podstawowej w Korei, zaczyna studiować chińskie Kempo nazywane osiemnastoma rękoma. Kiedy Oyama powrócił do Korei w wieku 12 lat, zaczął kontynuować trening koreańskiego Kempo. Następnie w 1938 w wieku 15 lat, rozpoczyna naukę w Szkole Lotniczej (Yamanashi Airways School) w Tokio.

W wieku 17 lat Mas. Oyama zdobył 2 dan w judo kokodan, a czwarty stopień wtajemniczenia w tej dalekowschodniej sztuce uzyskał mając lat 22. Nie była to jednak jedyna sztuka walki, która zainteresowała młodego Oyame. Studiował również chińskie Kempo, a pobierając naukę w szkole lotniczej Yamanashi, trenował karate u najwybitniejszego mistrza w tamtych czasach, Gichina Funakoshi, założyciela szkoły Shotokan.

W roku 1946 Masutatsu Oyama rozpoczyna studia na wydziale wychowania fizycznego Uniwersytetu Waseda. Warty odnotowania jest fakt, ze w czasie II wojny światowej, twórca Kyokushin karate wstąpił do lotniczego oddziału samobójców – kamikadze (słowo to oznacza w języku japońskim “boski wicher”) – pragnąć oddać swoje życie za ojczyznę. Od śmierci uchroniło go zakończenie działań wojennych. W czasie ogólnojapońskich mistrzostw wszechstyli w Kito w roku 1947 Oyama zwyciężył wszystkich przeciwników. To wydarzenie umocniło go w przekonaniu, że całkowicie powinien poświęcić swoje życie sztuce karate. Podjął decyzje o udaniu się w góry i doskonaleniu swoich umiejętności z dala od ludzi. W leśnej pustelni przebywał przez osiemnaście miesięcy.

masutatsu_oyama-083_normal

 

Góra Kiyosumi znajduje się w odległości dziesięciu kilometrów od stacji kolejowej Yasubo Kominato – pisał we wspomnieniach. – Szczyt jej pokryty jest dzikimi krzewami, dębami oraz klonami. Słynna świątynia Seijoji zawdzięcza swa sławę buddyjskiemu mnichowi Nichiren, który spędził wiele lat na surowym treningu. Zdecydowałem się na prowadzenie podobnego stylu życia, ponieważ obawiałem się, ze zło zasiane przez II wojnę światową zniszczy mojego ducha karate. Zużyłem przecież cala energie na walkę w zaułkach ulicznych z żołnierzami amerykańskimi, którzy napastowali japońskie dziewczęta i zwyczajnymi chuliganami. Wielu moich znajomych odradzało mi udanie się w góry. Zabrałem ze sobą miecze, włócznie, kilka książek i naczyń. Mój dzień zaczynał się o czwartej rano. Gdy tylko się obudziłem, biegałem do najbliższego potoku, by się umyć w zimnej wodzie. Po śniadaniu, które składało się z porcji ryżu
i ziarenek grochu, czytałem aż do południa. Trening rozpoczynałem po południu. Uderzałem w drzewa oplecione winoroślą technikami seiken, nukite, shuto oraz nożnymi. Przez cały ten osiemnastomiesięczny okres nie było dnia bym odpoczywał. Wieczorami siadałem przed ścianą mojego szałasu, na której narysowany był okrąg i wpatrywałem się w niego. To było moje ćwiczenie koncentracji i uwalnianie rozumu od myśli oraz z niczym niezwiązanych pomysłów. Z czasem zmieniłem jednak metodę ćwiczenia umysłu. Moim wyzwaniem stała się skala. Pozbierałem kamienie, które odpowiadały mi kształtem i wielkością. Następnie usiłowałem je przełamać na pół technika shuto. Niestety, moje próby były bezskuteczne. Jednak nie poddawałem się. Przez kolejne dni nadal starałem się osiągnąć zamierzony cel. Nocami przesiadywałem w swoim szałasie ze wzrokiem utkwionym w kamień, który leżał przede mną. To była moja nowa metoda ćwiczenia koncentracji. Pewnego razu, gdy była pełnia księżyca, coś się we mnie poruszyło. Oto poczułem w sobie moc, która dala mi wiarę w rozbicie leżącego tuz obok głazu. Uklęknąłem i zastosowałem technikę shuto. Kamień rozpadł się na dwie równe części.
W roku 1950 Masutatsu Oyama zabił ciosem ręki pierwszego byka (w sumie stoczył z bykami 53 pojedynki). Czynu tego dokonał w rzeźni. Wnioskował, bowiem, że skoro zwierzęta zabija się uderzeniem młotka między oczy, to on, który rozłupywał kamienie, wyprowadzając cios pięścią, może uczynić to samo. “Nie jest trudno pokonać w walce byka – twierdził “Ostatni Samuraj” – nawet 800-kilogramowego. Istnieje jednak pewien warunek – nie można się go bać. Zrobiłem to! Od tamtej pory codziennie rozbijałem dłonią wiele kamieni. Gdy opuszczałem leśną pustelnie, w koło szałasu było pełno porozbijanych głazów. Kiedyś przeczytałem w pewnej książce, iż starożytni mistrzowie zajmujący się silami nadprzyrodzonymi, rozwijali zdolność skakania poprzez wielokrotne przeskakiwanie nad lnem.

KYOKUSHIN jest nazwą stylu karate bazującego na najskuteczniejszych elementach technicznych w naukowej metodyce treningów wzbogacanych w ćwiczenie relaksowo – koncentrujące Zen wraz z etykietą i elementami filozofii Zen

3Kyoku znaczy ostateczny, zasadniczy lub podstawowy. Shin to prawda lub rzeczywistość. Kai znaczy przyłączyć się, wziąć udział.

Symbolem Karate Kyokushin jest Kanku, które bierze swój początek z Kanku kata. W tym kata ręce wznoszą się ku górze do pozycji, gdy przy otwartych dłoniach i odwiedzionych kciukach opuszki palców wskazujących i kciuków stykają się. Tak właśnie powstaje powyższy symbol. Ostre wierzchołki – palce wyobrażają skrajność, szczyt czegoś. Szerokie odcinki – okolice nadgarstków oznaczają siłę, środek oznacza nieskończoność, głębię. Symbol Kanku umieszczony w okręgu oznacza ciągłość i okrężny ruch.

mas_bullfightBył rok 1952. Masutatsu Oyama, chcąc popularyzować swoje karate, które nazwał kyokushin (ekstremum prawdy), wyjechał do Stanów Zjednoczonych. W Ameryce wałczył z bykami w obecności wielu dziennikarzy, filmowców i licznej publiczności. To wtedy właśnie jedna z najbardziej prestiżowych gazet “New York Times” nazwala go “Boska Ręka”. “Gdy wszedłem na arenę – opisywał pojedynek z bykiem – zwierze było juz w klatce. Dwaj mężczyźni stali na balustradzie trzymając linę, do której byk był przywiązany. Nagle szmery ucichły. Ktoś krzyknął: “Zaczynamy!”. Wtedy podniesiono drzwi klatki, a mężczyźni puścili linę. Jeden z nich uderzył byka końcem sznura. Nie byłem na to przygotowany. Jeśli odległość miedzy mną i bykiem wynosiła więcej, niz. osiemnaście metrów, mógł się wystarczająco rozpędzić, aby mnie zabić. Dystans się zmniejszał. Nie zszedłem jednak zwierzęciu z drogi. Lewa ręką złapałem je za pysk, natomiast prawa uderzyłem niszczącą techniką shuto poniżej ucha. Byk upadł na ziemie. Ludzie wiwatowali. Zwierze usiłowało się jeszcze podnieść, lecz ponownie je uderzyłem, tym razem w róg. Róg odpadł, a byk ucichł”.

Wielu ludzi miało za złe Oyamie jego pojedynki ze zwierzętami. Protestowały miedzy innymi organizacje proekologiczne. Trzeba jednak zrozumieć, ze w pojedynkach tych Oyama starał się pokazać ogromna moc kyokushin, która polegała nie tyle na sile fizycznej, ile na potędze ludzkiego ducha. Japończycy maja wszak odmienny stosunek do przyrody niż ludzie kultury Zachodu. Pisze o tym, aby nikt nie sądził, ze Mas. Oyama pozbawiony był uczuć humanitarnych wobec zwierząt.

Opisane pokrótce zdarzenia świadczą o wielkiej sile ciała i umysłu tego człowieka. Oyama pokonał wielu mistrzów karate, a także przedstawicieli innych sportów walki (m.in. bokserów i zapaśników). Twierdził, że w karate nie ma żadnego mistycyzmu – wszystko opiera się na ciężkiej pracy nad sobą. Twórca, kyokushin odznaczał się niezwykle twardym charakterem. Jednocześnie uważany był za człowieka o gołębim sercu. Jego uczniowie wielokrotnie powtarzają, że był dla nich jak ojciec. Oyama mawiał: “Należy być silnym jak lew, a zarazem szlachetnym jak kwiat. Poprzez trening można dotrzeć do bram niebios”. Wielu ludzi – szczególnie propagatorzy karate bezkontaktowego – zarzucało mu, ze kyokushin jest zbyt brutalna sztuka walki. On jednak twierdził, iż demonstracja samych form karate jest jedynie tańcem, który nie przystoi prawdziwemu wojownikowi. Uważał jednocześnie, ze karateka powinien przykładać ogromna wagę do kultury osobistej, której zasady zawarte są w Kodeksie Dojo. Bez nich człowiek uprawiający kyokushin staje się jedynie osiłkiem budzącym u ludzi odrazie.

Masutatsu Oyama zakazał w czasie pojedynków karate wprowadzania ciosów na głowę. Wiedział, bowiem jak straszne spustoszenie czynią takie uderzenia w czaszce człowieka. Mawiał: “Głowa to rzecz święta”. W zarządzie Międzynarodowej Organizacji Kyokushinkai zasiadają ekspremierzy Japonii: M. Mori i T. Miki. Jej członkami są Juan Carlos, król Hiszpanii, Ronald Reagan, były prezydent USA, Książe Mohammed, a także wielu wybitnych aktorów – miedzy innymi Sean Connery, nagrodzony Oskarem za role w filmie “Nietykalni”.

3_47_1359971181_21_1359969236-the-thao-Maya-1
Twórca Kyokushin postanowił propagować swoje karate na całym świecie. Był pewien, że jest ono nie tylko sztuką walki, ale przede wszystkim nośnikiem tradycji i kultury Dalekiego Wschodu – wartości etycznych głoszonych przez Konfucjusza i Lao-Tse. Oyama zawsze powtarzał swoim uczniom, że karate zaczyna się i kończy na uprzejmości i że o ile rozwój fizyczny jest początkiem tej sztuki walki, o tyle rozwój duchowy jest celem ostatecznym. Dla lepszego wyeksponowania zasad etycznych kyokushin Japończycy stworzyli siedmiopunktowy kodeks moralny tej sztuki walki. Jest w nim mowa o obowiązku szanowania starszych i rodziców, dążeniu do fizycznej i duchowej doskonałości oraz powstrzymaniu się od gwałtowności.

W roku 1974 Międzynarodowa Organizacja Kyokushin przyznała Masutatsu Oyamie najwyższy stopień wtajemniczenia w sztuce karate – 9 dan, a potem 10.

W listopadzie 1993 roku “Ostatni Samuraj” przybył do Polski z okazji odbywającego się w Katowicach Pucharu Europy w Kyokushin Karate “Oyama Cup”. W hali widowiskowo- sportowej, gdzie zawody miały miejsce, witał go jedenastotysięczny tłum. Była to jego ostatnia podroż zagraniczna. Masutatsu Oyama zmarł 26 kwietnia 1994 roku na raka płuc (jako niepalący!). Miał 71 lat. Na jego pogrzeb przybyli do Tokio nawet ci uczniowie, którzy przed laty opuścili go i pozakładali na całym świecie własne organizacje karate. Stojąc nad urna z prochami wielkiego mistrza zdawali sobie sprawę, że oto żegnają człowieka, od którego odeszli, ale który w sposób niezaprzeczalny ukształtował cale ich życie. Człowieka, który pozostawił po sobie dzieło niezniszczalne – KYOKUSHIN.

Ciekawostki:
• Oyama otrzymał takie przydomki jak: ‘Boska ręka’, ‘Ostatni Samuraj’.
• W 1993 roku Masutatsu Oyama otrzymął od władz Japonii 10 dan.
• Był autorem książek o karate.
• Po przybyciu do Japonii przyjął japońskie nazwisko- Oyama na cześć małżeństwa, które się nim zaopiekowało.
• Na podstawie jego biografii powstał film pt. “Fighter in the wind”.

SHOKEI MATSUI

matsui

Po śmierci legendarnego mistrza, przywódcą światowego ruchu kyokushin został Shokei Matsui (8 dan).

Shokei Matsui urodził się 15 stycznia 1963 roku. Wstąpił do Kyokushinkai w wieku 13 lat, w ciągu roku osiągnął poziom shodan. Poprzez wielki talent, szybką percepcję sztuk walki, połączoną z ciężkim treningiem nauczył się kontrolować swoich przeciwników. Wypracował wspaniały styl karate i osiągnął niesamowite wyniki w czasie 11 lat.
W 1980 roku wziął udział w XII Ogólnojapońskim Turnieju Karate i zajął czwarte miejsce, a w 1985 roku został mistrzem. Następnego roku pomyślnie ukończył test 100 kumite i wygrał XVIII Ogólnojapoński Turniej Karate, zostając mistrzem na kolejne dwa lata. W 1987 wywalczył złoty medal na IV Mistrzostwach Świata Open Karate Kyokushin.
W ciągu swojej kariery wygrał 50 spośród 56 walk w wymienionych wyżej turniejach. Jego wyjątkowy rekord ponad trzech wygranych turniejów spowodował, że Sosai Masutatsu Oyama nazwał go “Prawdziwym Mistrzem”. W maju 1994 roku został sukcesorem Masutatsu Oyamy, założyciela kyokushin karate.
Jako przywódca największej organizacji na świecie, pomyślnie zorganizował VI Mistrzostwa Świata w karate 1995 roku w Tokio, w których wzięło udział 168 zawodników reprezentujących 70 krajów. Zawody te oglądało z entuzjazmem 24000 widzów. Zapoczątkował też turnieje kobiet. W 1996 roku, w lutym, w Nowym Jorku zorganizował I Mistrzostwa Świata Kobiet.

KANCHO SHOKEI MATSUI
Niezapomniane chwile

Magazyn “World Karate” poprosił Kancho Matsui o podzielenie się wspomnieniami o sosai Masutatsu Oyamie.

Sosai zachęcał mnie do pracy
Kiedy wstąpiłem do cooleg’u, zdecydowałem się na samodzielne życie w Tokio. Ponieważ coolege znajdował się na peryferiach miasta, bardzo dużo czasu zabierałoby mi dojeżdżanie do domu. Dlatego podjąłem decyzję o zamieszkaniu w Ikeburo obok Honbu, gdzie trenowałem już od dwóch lat. Odkąd poznałem Sosai Oyamę, zawsze namawiał mnie, abym został wytrwałym i twardym zawodnikiem. Podczas treningów często powtarzał: Bardzo dobrze, trenuj mocniej, a zostaniesz mistrzem. Kiedy słyszałem te słowa, czułem się bardzo szczęśliwy pragnąłem korzystać ze wskazówek mojego Mistrza. Sosai Oyama często prosił mnie o zademonstrowanie niektórych waza przed całą grupą trenujących. To mi dawało radość, ale także wprawiało mnie w zakłopotanie.

Bezsensem jest kopać jak amator
Przed turniejem Sosai zawsze zwracał mi uwagę na błędy. Mówił na przykład, że jeżeli nie potrafię uderzyć nogą, nie ma sensu bym stosował w pojedynkach wysokie kopnięcia. To jest dobre dla amatorów, którzy nie mają pojęcia o efektywności kyokushin – mawiał. Moje uderzenia w tamtym czasie nie były dobre. Dzięki Sosai zacząłem zwracać uwagę na prawidłowość wykonywanych przeze mnie technik. Kiedy miałem około 20 lat, Sosai wezwał mnie do siebie i powiedział: “Mam nadzieję, że w tym roku zwyciężysz w All Japan Tournament. Pokaż swoją siłę, odwagę i nerwy”. To zachęcało mnie do dalszej pracy. Wiem jednak, że nie byłem jedynym karateką, do którego Sosai kierował te słowa.

Nauczaj kihon, kihon i jeszcze raz kihon!
Gdy przeniosłem się do Honbu Dojo, zostałem asystentem instruktora, a później jako senior w colleg’u zostałem już formalnie instruktorem. Sosai mówił, żebym nie uczył kombinacji technik kumite, ale przede wszystkim kihon, ido-geiko, kata i sanbon-kumite. Rozumiem to polecenie Sosai. Uważał On, że nie jest korzystne dla początkujących, żeby ćwiczyli techniki kumite bez rozumienia kihon. To właśnie prawdę ciągle mi powtarzał.

Wspólne podróże
Kiedy miałem 19-20 lat Sosai zabierał mnie do różnych prefektur w Japonii i za granicą. Od tamtego czasu czułem się z Nim bardzo blisko. W późniejszym okresie wysyłał mnie do wielu miejsc. Sosai wierzył we wróżby. Zdarzało się, że odwoływał on moje podróże, gdy mój horoskop był niekorzystny. Czasami zaglądał do kalendarza, opierając na nim swoje decyzje. Nie wiem, jak bardzo Sosai wierzył we wróżby, ale jako szef wielkiej organizacji, takiej jak Kyokushin, kiedy musiała być podjęta ważna decyzja, w ostateczności ufał on słowom osób “z zewnątrz”. Przypuszczam, że Sosai nie mógł odkrywać wszystkich spraw przed ludźmi z organizacji. Tworzył swój wizerunek silnego szefa, a jednocześnie był bardzo wrażliwy. Obie te cechy są niezbędne dla człowieka na tym stanowisku.

“Osu, mogę”
Sosai dwukrotnie proponował mi podjęcie kumite ze 100 przeciwnikami. Pierwszy raz, gdy miałem 19 lat. Sosai nagle zawołał mnie do siebie i zapytał: “Czy jesteś w stanie to zrobić?” Odpowiedziałem: Osu, mogę. Początkowo nie wiedziałem, co Sosai chciał, żebym zrobił. Później dopiero zdałem sobie sprawę, że miał na myśli walki ze 100 przeciwnikami. Zaproponował mi to wiosną i natychmiast zacząłem przygotowywać się do testu. Latem jednak walki zostały odwołane z pewnych powodów. Następna propozycja padła z ust Sosai w lutym 1986 roku, po tym jak zostałem zwycięzcą w “All Japan Tournament”. “Kiedy to zrobisz?” – zapytał mnie mój Mistrz. Zrobię co? – zapytałem, bo tak jak poprzednim razem nie wiedziałem Czego Sosai ode mnie żąda. Odpowiedział: “Oczywiście mam na myśli twój pojedynek ze stu przeciwnikami. Kiedy zdecydujesz się na niego?” Po chwili wahania odparłem: Dokonam tego ale proszę dać mi czas na przygotowanie się. Pragnę podjąć to wyzwanie w maju tego roku, zanim nastaną upały. Sosai zgodził się na to. Walczyłem z shihan Nakamurą potem z Senpai i Miyoshi, kiedy oni przechodzili przez test stu kumite. Zrobili to w sierpniu. Pomyślałem więc, że lepiej będzie uniknąć letnich upałów. Moje walki odbyły się w studiu telewizyjnym, a nie w Honbu Dojo. Było tam tak wiele świateł i tylu ludzi (około 500), że wewnątrz panował ogromny gorąc. Miałem doświadczenie w prowadzeniu walk z trzydziestoma przeciwnikami, a i to dla mnie było bardzo trudne. Wpadłem na pomysł, żeby wyobrażać sobie, że będę toczył dziesięć pojedynków w dziesięciu turach. Nie chciałem być spięty, więc rozluźniłem się myśląc w ten sposób.

Pozbądź się myśli o poddawaniu
Po trzydziestu walkach czułem się już strasznie wyczerpany. Pomyślałem, że nie odniosę sukcesu w teście. Jakoś doszedłem do czterdziestego przeciwnika, a potem do pięćdziesiątego. Kiedy skończyłem z nim walkę położyłem się. Wtedy usłyszałem głos shihan Royamy: “Gdy raz zacząłeś nie myśl o poddawaniu się!” Ten krzyk dodał mi nowych sił. Osoby w studiu telewizyjnym bardzo ekscytowały się pojedynkami. Filmowało mnie pięć kamer. Wiedziałem, że będę walczył tak długo, dopóki nie stracę przytomności. Po sześćdziesięciu walkach odczuwałem coś w rodzaju nienawiści do każdego przeciwnika. W moim umyśle pojawiało się pytanie, dlaczego muszę wykonywać tak ciężką pracę. Miałem ochotę zrezygnować. Dotknięcie czegokolwiek powodowało straszliwy ból. Wydawało mi się, że zwariuję.

Czułem ból patrząc na Ciebie
Przed rozpoczęciem walk widziałem przed sobą twarz Sosai, lecz potem już nie. Kiedy skończyłem walki, mój Mistrz powiedział do mnie: Zniosłeś bardzo dużo. Czułem ból patrząc na ciebie. Pamiętam Jego głos dokładnie. To było naprawdę wzruszające. Po wygranych turniejach Sosai zawsze mnie chwalił, ale tym razem był to dla mnie największy zaszczyt. W pamięci mam jeszcze inne słowa Sosai. Dwa lata przed moim wyjazdem do Nepalu, gdy odwiedzałem Sosai w szpitalu, powiedział: “Miłego lotu i trzymaj się”. Wtedy widziałem go po raz ostatni. Te jego słowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Życzliwe słowa. Myślę, że Sosai był dla mnie jak ojciec.

Powyższy tekst został zaczerpnięty ze strony Polskiego Związku Karate

Mistrzowie Świata IKO Karate Kyokushin